Fès II

Zgodnie z obietnicą wrzucam ostatnie kwadraty z podróży. Nie ma tego dużo, ale kilka z nich bardzo lubię.

Fuji Provia 400X

Na początek może jednak te mniej lubiane, czyli z farbiarni skór, gdzie światło padało akurat od drugiej strony. Dostać się tam było niełatwo, mimo, że mieliśmy mini-mapę z zaznaczonym orientacyjnie celem. Najłatwiejszym sposobem jest spytanie pierwszej lepszej osoby o kierunek i dotarcie z nią na miejsce w zamian za niewielką opłatę. My, idąc na własną rękę, dotarliśmy w okolicę farbiarni śledząc japońskie wycieczki zorganizowane ale ostatecznie i tak wylądowaliśmy w punkcie, w którym musieliśmy zapytać kogoś miejscowego o pomoc.
Pierwsze wrażenie to oczywiście przeokropny smród amoniaku - po chwili jednak można się przyzwyczaić i spędzić chwilę na tarasie jednego z pobliskich budynków obserwując pracę garbarzy.


Fuji Provia 400X

Będąc w Fezie, tuż po przejściu przez główną bramę starego miasta, czyli Bab Bou Jeloud warto zatrzymać się choć na chwilę w jednej z knajpek usytuowanych tuż przy wąskiej ulicy. Kolorowe stoliki upchnięte na wznoszących się stopniach stanowią fajne miejsce do obserwacji potoku ludzi przepływającego nieustannie w górę i w dół zbudowanej na wzgórzu medyny. Po zmroku można odnieść nieodparte wrażenie, że jest się nie w prawdziwym mieście a na planie filmu, gdzie za tekturowymi fasadami budynków kryją się ekipy oświetleniowców i statystów czekających na swą kolej by dołączyć do tłumu. Być może to za sprawą sztucznego, często o różnej temperaturze barwnej światła ten odcinek wydał mi się taki magiczny a może to towarzyszące mi skojarzenie, że niemal żadna scena w Casablance nie wyszła poza teren studia Warner Bros sprawiało, że noc w medynie nabierała swego rodzaju delirycznego klimatu.

Fuji Provia 400X

Swoją drogą obiecałem wtedy Paulinie, że pokaże jej miniaturowe plany filmowe, na które się kiedyś natknąłem w sieci, więc pokażę je i Wam - t u t a j. Jeden z nich, choć może najmniej dopracowany, dotyczy właśnie wspomnianej Casablanki.

Fuji Provia 400X

Jak pisałem wcześniej, na Fez nie mieliśmy zbyt wiele czasu, bo zaledwie 1 i 1/2 dnia, więc swoje kroki kierowaliśmy zasadniczo tylko po fascynującej medynie. Jednymi z istotniejszych punktów starego miasta, o których wypadałoby wspomnieć są medresa Bou Inania oraz meczet Al-Karawijjin. Oba wyglądają przepięknie i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jeśli coś widnieje na liście UNESCO (a widnieje cała medyna Fezu!), to jest to faktycznie warte wizyty.

Fuji Provia 400X

Po drugiej i dość krótkiej nocy w Fezie przyszedł niestety czas na powrót do Polski. Kolejny raz opuszczaliśmy nasz tymczasowy dom w zupełnych ciemnościach i, ku uciesze Pauliny, stwierdziłem, że to dobry moment by wreszcie pożegnać się ze starymi mokasynami, które śmigały ze mną od 2011r. i zjechały jakieś 73 000km. O ile nikt się nie pokusił o ich ściągnięcie, wiszą teraz na jednym z przewodów elektrycznych nad ciasną, feską uliczką (bez obaw - z dala od strefy unesco).
Wiszące buty obserwowałem setki razy i zawsze zastanawiało mnie - dlaczego?
Różne teorie słyszałem, od takich, że ktoś po prostu zrobił komuś na złość i ten drugi musiał wracać boso, po takie, że gdzieś nieopodal znajduje się szewc.. Może ktoś z Was wie jak jest naprawdę z tymi butami na kablach i czy bardziej ubarwiają czy może szpecą miejski krajobraz?

Fuji Provia 400X


Fès - la mystérieuse


Fuji Provia 400X

To hasło dotyczące Fezu towarzyszyło nam jeszcze w Marakeszu, gdy natrafiliśmy na całkiem niedrogie (30MAD) reprodukcje starych plakatów reklamujących Maroko, z których ten jeden wrócił z nami do Polski. A czy sam Fez okazał się być rzeczywiście tak tajemniczy jak niegdyś go przedstawiano?

Fuji Provia 400X

Zanim odpowiem na to pytanie zacznę może najpierw od tego, jak się tam dostaliśmy..
Marakesz opuściliśmy wczesnym rankiem, jeszcze zanim słońce wychyliło się znad pasma Atlasu. Jemaa el-Fna, jak przez ostatnie trzy noce dudnił muzyką i pachniał jedzeniem, tak o 6 rano był kompletnie wyludniony dając się rozpoznać tylko po smrodzie gnijących odpadków i zaledwie kilku otwartych straganach z pomarańczami. Pierwszy raz widzieliśmy w Marakeszu psy, z których kilka wyło rozpaczliwie do błyszczącego jeszcze na niebie księżyca - prawdopodobnie dlatego, że nadchodzący dzień znów należeć miał do kotów, których całe setki grasują po medynie.
Autobus nr 8 podjechał po kilkunastu minutach na przystanek i już wkrótce byliśmy na dworcu, z którego za niecałe 200MAD/os, jeśli mnie pamięć nie myli, mogliśmy ruszyć w stronę Fezu.

Minolta Hi-Matic G - Agfa Precisa CT-100

Trasa z Marakeszu do Fezu wiedzie przez Casablancę, Rabat (z którego uprzednio przyjechaliśmy) i Meknes. Widoki po drodze niesamowite, zakładając, że tak jak mnie fascynuje was Mars lub postnuklearne pustkowia. Przez pierwsze kilka godzin księżycowy krajobraz przecinają tylko nieliczne osady lub małe miasteczka z tworzącymi swoisty "skyline" minaretami. Im dalej na północ i w stronę oceanu, tym więcej pojawia się zieleni i da się odczuć, że gdzieś za horyzontem kryje się cywilizacja. A gdzie był konkretnie Fez? Fez znajdował się osiem bardzo długich godzin od Marakeszu, które pokonywaliśmy w narastającym upale i przy zamkniętych oknach, kolejny raz dziękując indyjskim kolejom za dobry trening te kilka miesięcy wcześniej.


Fuji Provia 400X

Na miejsce dotarliśmy chwilę przed 15 i zaraz z okolic dworca złapaliśmy autobus nr 19, który zabrał nas na Place R'cif, skąd mieliśmy rzut beretem do naszego hostelu znanego jako Funky Fes. Sama baza była rewelacyjna - co prawda 2x droższa od tego, co mieliśmy w Marakeszu (170MAD/os) ale pokój był olbrzymi i jak żywcem wzięty ze spaghetti westernu. Wkrótce okazało się także, że wiele domostw w Fezie przypominało bardziej meksykańskie haciendy niż typowe marokańskie "riady", jakie widywaliśmy w Marakeszu i to chyba można uznać za główną różnicę pomiędzy tymi dwoma. Fez to bowiem jedno z głównych miast Maroka, gdzie tak bardzo zaznaczyła się kultura arabsko-andaluzyjska. Nic też dziwnego, że zamiast "Bonjour Madame!" Paulina wciąż słyszała za plecami "Hola Señorita!". Ekhm..

Fuji Provia 400X

Jak to więc jest z tym  "Fès - la mystérieuse"? Czy faktycznie taki tajemniczy? Ciężko powiedzieć zważając, że spędziliśmy tam zaledwie 1 i 1/2 dnia. Nie ma jednak co ukrywać, że wielką tajemnicą jest medyna Fezu, którą przemierzaliśmy dziesiątki razy w przeróżnych kierunkach. Nogi bolą mnie do dziś a w głowie kręci się na samą myśl, że można wejść w złą uliczkę i nie znaleźć drogi powrotu. Gdyby nie zawieszone znaki do kilku najważniejszych zabytków, przeciętny turysta zgubiłby tam własny cień a nocą to już szkoda gadać. Tajemnicą jest także wszystko to, co w tej medynie jest. Tajemnica kryje się za każdymi drzwiami, które mijasz - może to po prostu zwykłe mieszkanie, może tajemniczy pokoik bez okna, w którym siedzi kilku mężczyzn szepcząc o czymś tak, by inni nie słyszeli a może przepiękny meczet, do którego jako niemuzułmanin nie masz wstępu a, chcąc nie chcąc, zmysły już się rozpaliły na widok kawałka kolorowej mozaiki znikającej za właśnie domykaną bramą. Tak, medyna jest zdecydowanie tajemnicza i choćby dla niej warto odwiedzić Fez.

Fuji Provia 400X

I warto też zaglądnąć tutaj następnym razem, bo to jeszcze nie koniec zdjęć a ulubione zostawiłem na sam koniec ;)

Fuji Provia 400X

M.

Kodak Portra 400 / Kodak Ektar 100

Zanim przejdę do Fezu, który był drugim etapem naszej krótkiej podróży po Maroku, zamieszczam jeszcze kilka luźnych kadrów z Marakeszu i...

Kodak Portra 400

...przedstawiam też krótkie, choć niestety wątpliwej jakości nagranie z placu Jemaa el-Fna i spod stojącego nieopodal meczetu Koutoubia, o którym niedawno wspominałem.
Zaznaczam z góry, że nie mam aspiracji by konkurować z Pharrellem Williamsem (ulubieniec Pauliny:]) ale spodobał mi się efekt, jaki wyszedł ostatnim razem z Kuala Lumpur, więc czemu by nie przywieźć sobie takiej "dźwiękowej pamiątki" i stąd? Gdyby mieć porządny sprzęt (jak John Travolta w Blow Out), kolekcjonowanie dźwięków mogłoby być całkiem przyjemnym zajęciem :)


*   *   *
 

Od autora

O ile nie zaznaczono inaczej, wszystkie treści oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i kopiowanie oraz rozpowszechnianie ich bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.


Kordian Handzlik
a.k.a. Johnny Favorite
Meta:
Średnioformatowa, analogowa fotografia podróżnicza.
Hasselblad 500C/M, Film, 120, 6x6, Kwadrat, Średni format, Analog, Podróże.

Copyright © MMVIII-MMXIV The Man Behind The Camera All rights reserved.
Converted To Blogger Template by Anshul Theme By- WooThemes